Do nowego domu Józef Lorenz wkrótce sprowadził swoją rodzinę i osiedlili się w Lanckoronie już na stałe. Mój pradziad rozpoczął w Lanckoronie wiele działań społecznych, w które całym sercem zaangażował się zarówno on jak i cała rodzina: założył kółko teatralne, organizował kursy pszczelarskie i ogrodniczo-rolnicze; babcia natomiast zajęła się wynajmowaniem kilku pokoi na poddaszu oraz prowadzeniem tzw. garkuchni dla letników, którzy w okresie międzywojennym zaczęli odkrywać Lanckoronę.

W kilka lat później powstał pensjonat "Tadeusz", gdzie zamieszkał jego syn a mój dziad Tadeusz Lorenz wraz ze swoją żoną Jadwigą Dziewońską, która niedługo przed wybuchem wojny kupiła "Zamek" od swego teścia. Po wojnie pensjonat "Zamek" został przebudowany i powiększony. Sprowadziła się do niego w tamtym okresie moja mama Barbara, wtedy jeszcze, Lorenz... W 1959 wybuchł pożar, w wyniku którego spaliło się całe piętro budynku.

Po odbudowie, dzięki której górna część domu uzyskała swój obecny kształt, rozpoczęła się zupełnie nowa epoka w historii "Zamku". Pięknie zaczął też rozwijać się ogród, do którego wielką miłością zaraziła Mama mego nieżyjącego już ojca - razem poświęcili mu wiele czasu i stworzyli istniejącą do dziś naszą oazę ciszy i spokoju, wciąż dostarczającą niezapomnianych przeżyć estetycznych i rozkoszy obcowania z przyrodą.

Do pensjonatu zaczęła zjeżdżać się wtedy cała śmietanka artystyczna - nie tylko Krakowa. Trudno wymieniać wszystkich, ale wspomnieć należy o wielkim reżyserze Konradzie Swinarskim, Jerzym Radziwiłowiczu, Wojciechu Pszoniaku (przyjeżdżał do nas często, w końcu sam kupił w Lanckoronie chatę) czy profesorze Czesławie Rzepińskim. W latach 80-tych Krystyna Zachwatowicz-Wajda namalowała nasze portrety wiszące obecnie w jadalni.

Od końca lat 90-tych obserwujemy zmniejszenie ruchu turystycznego w całej Lanckoronie, ale ostatnio zaczyna to się zmieniać. Może ludzie znów docenią walory naszego sennego miasteczka znajdując w nim schronienie przed pędem cywilizacji i zgiełkiem miasta... Tych wszystkich serdecznie zapraszamy w nasze progi, gdzie brak luksusu rekompensujemy bliskością natury, śpiewem ptaków, kwieciem ogrodu i niezrównanym widokiem, o którym śpiewał Marek Grechuta.